Krótko i na temat. Info dla wszystkich tych, którzy nadal posiadają telewizory, a w nich kanał Fox Life. Dziś, o godzinie 21.00 startuje trzeci sezon serialu “Mad Men”. Wiem, że większość zwolenników tej produkcji ma już go dawno za sobą, ale cóż… nie zaszkodzi obejrzeć jeszcze raz.
Przedświąteczna gorączka przygotowań i porządków skutecznie odciąga mnie od dodawania nowych wpisów. Oczywiście chodzi o sprzątanie bałaganu w pracy, gdzie im bliżej do końca roku tym więcej rzeczy odkładanych na przysłowiowe “jutro” wyskakuje z zakurzonych zakamarków. Przypomina to nieco adwentowy kalendarz z numerowanymi okienkami, tylko że zamiast czekoladek pojawiają się kolejne zadania do wykonania. Zatem póki co nie poczułam jeszcze świątecznego nastroju, ale za to widziałam i słyszałam jego wersję instant. Taką, po której od razu można się zakrztusić ością, nawet bez zjadania jakiejkolwiek ryby.
W niedzielny poranek, wylegując się leniwie na kanapie przed telewizorem skacząc z programu na program trafiłam na autopromocyjny program TVN “Dzień dobry TVN”, a w nim na kolędę nagraną przez jego prezenterów. Nie wiem, czy to jakaś akcja charytatywna, czy po prostu próbka przed castingiem do kolejnej edycji “Mam Talent”, ale już po pierwszej minucie nabieramy przekonania, że z nas też byliby dobrzy wokaliści i spokojnie możemy wrzucić na YouTube nasze osobiste zmagania z utworem “Jingle Bells”. To naprawdę wielki sukces zebrać w jednym miejscu tyle osób, z których żadna nie potrafi śpiewać. Uwaga, Marcin Prokop, który dawno, dawno temu pisał fajne rzeczy do “Machiny” też śpiewa. Niestety. Musieli mu chyba za to bardzo dobrze zapłacić.
Wiem, że Boże Narodzenia ma swoje przywileje i kiczowate, słodkie świąteczne hity sączą się z każdej stacji radiowej, przyprawiając niekiedy o faktyczny ból zębów. Przy niektórych jednak cierpienie jest jakby większe. Szkoda, że Billy Mack nic nie nagrał w tym sezonie. Tęsknie za jego “Christmas Is All Around”…
No prawie. Wystąpiła w popularnym, oczywiście amerykańskim serialu “Gossip Girl” (polski tytuł “Plotkara”). Pojawiła się na ślubie Rufusa i Lily. Nie będę opisywać kto to, dlaczego i kiedy, bo to już trzeci sezon i musiałabym założyć osobnego bloga, ale wklejam scenę z Kim. Ładnie wyglądała. Może to jakaś nowa odsłona działalności Sonic Youth?
Dawno nie spędziłam sobotniego wieczoru w domu z własnego wyboru. To znaczy bez stanu wskazującego na przeziębienie lub inne chorobotwórcze wyczerpanie. Bez hitów w programie telewizyjnym nie do przegapienia albo głupiego czytadła, od którego nie można się oderwać. Mam kilka takich niechlubnych przypadków na koncie. Nie ma się czym chwalić, więc nie będę wymieniać tytułów. Anyway, zostałam dziś w swoich czerech ścianach, sam na sam z technologią LCD, HD, DOLBY DIGITAL 5:1, stosem nieprzesłuchanych płyt, nieprzeczytanym numerem “GQ” (mam słabość do tego miesięcznika, a przecież to dla panów!!!) i innymi gadżetami, które albo mają poprawić moje stosunki z otoczeniem albo zapewnić rozrywkę na poziomie de luxe. Z całego wachlarza możliwości wybrałam przeciętnie i przewidywalnie: telewizję. A dokładnie “Mam Talent”. Sam program strasznie mnie irytuje. Nie chodzi nawet o tych “utalentowanych”, ale o sposób produkcji całego show i tandetne granie na emocjach widzów. Płacząca Małgorzata Foremniak, patetyczna muzyka w chwilach, kiedy powinniśmy się wzruszać, pokłony, pocałunki i stały tekst: “Czekałam na tą chwilę od samego początku. Nareszcie nadeszła”. Wiem, że tak musi być, bo tego domaga się statystyczna większość, ale i tak ostro mnie to wkurza. Doskonale pokazał to swego czasu Peter Weir w “Truman Show”. Jednak wcale nie chcę się rozpisywać na ten temat, bo z racji zainteresowań i pracy najbardziej skupiłam się na przerwie reklamowej i najnowszym spocie Cyfry +. Od jakiegoś czasu sądzę, że ta platforma cyfrowa wyprzeda konkurencję o co najmniej dwie długości. Oczywiście w sposobie i jakości przekazu reklamowego nie samej oferty programowej, bo to pewnie sprawa dyskusyjna i każdy wybiera co tam lubi. Tak na marginesie ma to swoje konsekwencje i trzeba się potem samemu wstydzić za własne TV-grzechy. Zastanawialiście się czasem, jak to jest, że nikt a nikt z waszych znajomych nie ogląda “Teraz albo nigdy”, “M jak miłość”, “Tańca z gwiazdami”, ale doskonale orientuje się w fabule lub w tym kto, z kim i za ile? Wracając do promocji platform cyfrowych, to o ile Cyfrowy Polsat kręci ckliwe, rodzinne opowieści, N-ka zaczęła dobrze, ale potem chyba dotknęło ją cięcie kosztów i została tylko fajna muzyka, o tyle Cyfra konsekwentnie sięga po niekonwencjonalne pomysły, dobre scenariusze i chwytliwe hasła. Słynne “kupiłeś marchewkę” na dobre weszło już do języka potocznego. Najnowszy spot to oczywiście żaden przełom, ani nawet coś, czym można by się jakoś specjalnie zachwycać, ale zwraca uwagę i potwierdza konsekwentne budowanie wizerunku. Do zobaczenia poniżej. Dociekliwym zdradzę, że pisząc tego posta nadal oglądam telewizję, kanał MTV2, gdzie swoje muzyczne inspiracje prezentuje grupa Gossip. Było już The XX, The Big Pink, Morrissey, a teraz The Breeders.
Gossip właśnie zagrali Elastice. Pamiętacie jeszcze taki zespół? Ja owszem. Nawet mam ich płytę. Ploty za płoty, ale grała tam Justine Frischmann, która swego czasu uwiodła Brett’a Andersona z Suede i Damona Albarna z Blur. To były czasy z serii “dawno, dawno temu”. Wtedy jeszcze ukazywał się angielski, muzyczny magazyn “Select”, który skrupulatnie te miłosne gry opisywał. Ale to zupełnie inna historia.