Posts tagged: Walentynki

Walentynkowy horror!

Każdy ma pewne słabości, do których niespecjalnie chętnie przyznaje się publicznie. Czasem spotyka nas za nie dotkliwa kara, daleka od społecznej izolacji, ale niebezpiecznie bliska brakowi samoakceptacji. Jedną z moich jest naiwne i szczeniackie upodobanie do wyjątkowo banalnych komedii romantycznych. Pół biedy jeśli oglądam je w tzw. Dzień Zakochanych, ale dzień po… Szkoda słów.

Tak więc wczoraj zobaczyłam “Walentynki”. Skusiła mnie liczba i nazwiska. Liczba zarobionych dolarów (ponad 52 mln w USA w pierwszy weekend otwarcia) i obsada, którą spokojnie można by obdzielić dwa filmy pełnometrażowe plus kilka seriali.

Plakat

Idąc na komedię romantyczną nie mam żadnych specjalnych oczekiwań. Liczę na wygodne wyciągnięcie się w fotelu, przewidywalną fabułę, niezbyt intensywne używanie szarych komórek i rozrywkę na w miarę przyzwoitym poziomie. Kiedy jednak po kilkunastu minutach zaczynam się wiercić, szukać w torebce ocalałych m&m’sów albo - co gorsza - grać w Paper Toss to znaczy, że film niebezpiecznie zmierza w kierunku zażenowania. W przypadku “Walentynek” już po 10 minutach wiadomo, że czeka nas prawdziwa droga przez mękę i walka z własnym ja, o to, czy wyjść czy zostać.

“Walentynki” są bardzo niedobre. Wiem, co mówię, trochę produkcji tego typu widziałam. Nie ma ani jednego jasnego punktu, który mógłby wynagrodzić 20 zł wydanych na bilet. Opis dystrybutora klasyfikujący całość jako “komedię romantyczną” to jedyny żart pojawiający się przez ponad 120 minut. Imponująca lista hollywoodzkich celebrytów, jacy zgodzili się wziąć udział w tym przedsięwzięciu to swoisty lep na muchy, ale żadna gwarancja przyzwoitego produktu. Dziewczyny, nie dajcie się nabrać na błękitne oczy Bradley’a Coopera a Patricka Dempsey’a lepiej oglądajcie w “Chirurgach”.  Zastanawia jedno, czy naprawdę nikt (Kathy Bates, Shirley MacLaine) nie przeczytał scenariusza przed przystąpieniem do rozpoczęcia zdjęć? Albo ja nadal tkwię w epoce naiwności, że to w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie.

I jeszcze jedno. Jeśli ktoś spróbuje wam wmówić, że “Walentynki” przypominają film “To właśnie miłość” możecie spokojnie pokazać mu środkowy palec. Forma przygotowania jeszcze nie świadczy o treści. To tak jakby piosenki Leszczy porównywać z repertuarem The Beatles.

Wszyscy mówią: kocham cię

Szczególnie ochoczo 14 lutego. Tego dnia restauratorzy odrabiają straty, producenci serduszkowych pluszaków zacierają ręce, kwiaciarnie zamieniają się w “różogród”, a w kinach z ekranów sączy się romantyczny repertuar. No i poczta polska raz do roku przynosi dobre wiadomości do naszych skrzynek. Całkiem sympatyczne święto, które skutecznie wyciąga pieniądze z portfela pomiędzy Bożym Narodzeniem a Wielkanocą, no i natrętnie przypomina, że warto kochać, nawet jeśli tylko raz w roku.

Niektórzy mają do niego dość ciekawy stosunek. Ironiczny, żartobliwy i łatwy do odczytania. Na przykład Multikino, poprzez sponsora walentynkowego maratonu filmowego od razu pokazuje gdzie ma to święto. Nie wiem, czy sympatyczny labrador chciałby to miejsce odwiedzać, ale zawsze to jakieś nowe spojrzenie. Ciekawe tylko, czy chodzi o gówniany repertuar czy zasrane pieniądze, jakie z tego uda się wyciągnąć od szczęśliwie zakochanych nie tylko w kinie.

velvet

DOBRA RADA

Panie i Panowie, uważajcie na film “Leap Year”! (W Polsce występuje pod tytułem “Oświadczyny po irlandzku”). Irlandia, piękne krajobrazy, całkiem przystojny Matthew Goode, ale w tle te zaręczyny. Jeżeli nie chcecie swojemu partnerowi lub partnerce przekazać sygnału, że już najwyższy czas na ten krok,  w “Walentynki” omijajcie ten tytuł szerokim łukiem.

WordPress Themes | updated by GTK.PL