Na wolnym powietrzu
Jutro, jak zapewne wiadomo, rozpoczyna się Heineken Open’er. Niespodziewanie dla siebie i dla innych mam nadzieję się na nim znaleźć. W ostatniej chwili pakowanie, tankowanie a potem tylko przejechać 577 kilometrów i “jesteś u celu”. Długo się wahałam, bo pomimo “ochów” i “achów” mediów mających patronat nad całością program taki sobie. Z jednej strony fajnie, że można za dość niską kwotę - w porównaniu do zagranicznych festiwali -zobaczyć czołówkę nazwisk z okładek “New Musical Express”, z drugiej trochę szkoda, że kosztem artystów mniej popularnych, którzy dopiero rozwijają skrzydła albo nie cieszą się specjalnym zainteresowaniem krytyki. Zdaję sobie sprawę, że to zadanie dość dobrze spełnia “Off Festival”, ale mimo wszystko. Nie wiem, czy zabrakło pieniędzy, chęci czy po prostu strach ryzykować. Ale nie ma co narzekać, bo jakby nie patrzeć czeka mnie czterodniowy maraton muzyki z dala od pracy i problemów codzienności, jak na przykład spłata karty kredytowej.
Kilka dni temu czytałam o australijskiej grupie The Temper Trap, która jak wieść prasowa niesie zagrała doskonały koncert na prestiżowej John Peel Stage w Glastonbury. Szkoda, że nie zobaczymy ich w Gdyni, bo “Sweet Disposition” i przede wszystkim “Science Of Fear” brzmią obiecująco. Kto wie, może w przyszłorocznej edycji. Wtedy możliwe, że popularnością dorównają rockującym Hansonom - braciom i kuzynom z Kings Of Leon (bez złośliwości w stronę autorów “Sex On Fire”).

