Posts tagged: Jack Penate

Lepiej być nie może

Spokojnie, nie zamierzam napisać scenariusza do remake’u tej doskonałej komedii z Jackiem Nicholsonem. Pamiętacie scenę, w której Melvin wyrusza w podróż z kelnerką Carol i gejem Simon’em? Przygotował na tą długą drogę specjalne kasety, z wyselekcjonowaną muzyką na “przełamanie lodów”, “sytuacje krtyczne’ i tak dalej. Ja również, korzystając z chwilowej okazji malutkiej dawki wolnego czasu ułożyłam sobie piątkę przebojów, które - mam nadzieję - wybudzą mnie w zachowawczej atmosfery pracy i łagodnie przeniosą w obiecująco zapowiadający się weekend. Może Was też. Ponadto przypomniał mi się fajny dialog ze wspomnianego w tytule filmu, kiedy Melvin wytłumaczył sekretarce skąd tyle wie o kobietach. Wiem, że jest seksistowski, ale biorąc pod uwagę glównego bohatera i kontekst sytuacji był naprawdę zabawny.

1. Jack Penate “Pull My Heart Away”.

Od debiutanckiej płyty mam do niego słabość. Może to przez to hiszpańskie nazwisko?

2. Golden Silvers “Please Venus”

Sympatyczni Angole, którzy łagodnie śpiewają czasem mocniejsze teksty.

3. Hockey “Song Away”

Kiedy usłyszałam ją po raz pierwszy od razu wiedziałam, że to Hockey, bo strasznie podobna do popularnego swego czasu “Too Fake”. Jeden raz wystarczył również, żeby ciężko było uwolnić się od chwytliwego refrenu.

4. Flight Of The Conchords “Ladies Of The World”

5. Jamie T “Chaka Demus”

Fajny tekst i ten akcent. Czy ja już gdzieś pisałam, ze można mnie nim zahipnotyzować?

Scena z “Lepiej być nie może”

Enjoy your weekend! Korzystając z tego, że Beatlesi są znowu na fali, dzięki wydaniu zremasterowanych wersji ich albumów (warto kupić) przypomniały mi się słowa Johna Lennona: “Życie to coś, co dzieje się obok nas, gdy jesteśmy zajęci układaniem planów”. Ok, przyznaje się, że ten cytat przeczytałam w kalendarzu z wyrywanymi kartkami, ale i tak to samo sedno sprawy.

Back Back Back

Już wiem z jakiego powodu tak rzadko przyjeżdżam nad polskie morze. Nie dlatego, że pogoda niepewna i wolę egzotyczne klimaty. To przez brak autostrad, obwodnic i innych cywylizowanych warunków drogowych, w wyniku czego do Gdańska jechałam 11 godzin, a z powrotem 13. W pierwszej chwili myślałam, ze źle zaprogramowałam nawigację, ale nie. Dobrze, że przynajmniej było po co jechać. Pomimo wrodzonego malkontenctwa, które objawiło się na przykład tekst niżej na Open’erze było fajnie. Jak ogranę zaległości w pracy i śnie to na pewno wszystko opiszę, a w zupełnym skrócie moim subiektywnym zdaniem najlepszy koncert dała grupa Late Of The Pier. Wcale się tego nie spodziewałam, tym bardziej, że nigdy wcześniej nie udało mi się przesłuchać ich płyty do końca. Znałam ich raptem z trzech singli. A tutaj proszę, proszę. Energia, zaangażowanie, performance i świetny kontakt z publicznością. Wszystko to, czego zabrakło u Arctic Monkeys.

Podczas jazdy samochodem dodałałam do ulubionych kilka utworów, które pozwoliły nie zwariować w korkach. A w hotelowej telewizji widziałam nową reklamę Renault Clio z podkładem “Song 2″ Blur. Nie dają o sobie zapomnieć.

THE RUMBLE STRIPES - “Not The Only Person”

THE TWANG - “Barney Rubble”

JACK PENATE - “Be The One”

WordPress Themes | updated by GTK.PL