Category: Prasa

Na okładce

Bez wstępów, od razu na temat. Dwa tytuły. Wszystkie czytają panowie, a niektóre i panie.

1. Tęczowe cover story

Przyznaję się, że poświęciłam w czwartek w pracy około 30 minut  na przejrzenie najnowszego numeru “Polityki”. Tego z tęczową okładką.

okladkap

Jak sami widzicie znajduje się na niej małe dziecko w otoczeniu znaku zapytania “Czy homoseksualiści powinni mieć dzieci?”. Oczywiście nie łudźcie się, że w środku numeru znajdziecie na nie jednoznaczną odpowiedź. Wywiad z prof. Anną Izabelą Brzezińską stawia te same pytania i wątpliwości co zwykle, biorąc pod uwagę publikacje utrzymane w podobnym tonie. Natomiast godne odnotowania jest to, że redakcja tygodnika postanowiła na okładce wyeksponować właśnie ten temat, a nie - na przykład - swój doroczny raport o hipermarketach. Czyżby homoseksualiści sprzedawali lepiej?

2. Cały ten lans

Olivier Janiak od jakiegoś czasu bywa redaktorem naczelnym magazynu dla panów. Nosi on tytuł “Male Men” i jest najdroższym tego typu wydawnictwem na rynku polskim. Ostatnio nieco mniej drogim, ale jednak nadal “naj”. Na początku kosztował 29 złotych, teraz 19. Z założenia luksusowy, z pozycją na najwyższą półkę. Złośliwi twierdzą, że “najwyższa półka” to w tym przypadku synonim zakurzonego schowka.

“Male” lubi “Life Style” oraz “Everything InBetween”, czyli na dobrą sprawę wszystko. Czasem polskich poetów, czasem Pawła Małaszyńskiego, a jeszcze kiedy indziej Magdalenę Cielecką. I nic w tym złego, bo współczesny bon vivant powinien być z całym tym pop-bałaganem na bieżąco, a wiadomo, że wolnego czasu nie ma zbyt wiele.

Male Men

Poprzednie numery przeglądałam w EMPiKu. Nie zainteresowały mnie jednak na tyle, by lekką ręką wyłożyć prawie trzy dychy na stół. Męscy znajomi jakoś również nie zostali do tej czynności skutecznie przekonani. Dopiero “Samotnicy”, a właściwie wywiad z wracającym do  odzieżowego interesu Rafałem Bauerem - tym od słynnego przejęcia Kruka i jeszcze słynniejszej jego utraty - wywołał reakcję zakupową. Niestety, chyba raczej jednorazową. Poza tą rozmową nic ciekawego nie ma. No i jak na magazyn luksusowy to fatalnie wykonany. Popularne “Logo”, “Prime”, “Playboy”, “CKM” czy “Men’s Health” mają milion razy ciekawszy layout. O “K Mag”, “A4″, czy “Exklusiv” nawet nie wspominam.

Chociaż, z drugiej strony nie jestem targetem tego pisma. Być może Panom ono się podoba. Najlepiej sprawdźcie sami.

Kłamstwo z okładki

Nareszcie odezwał się we mnie patriotyzm lokalny. Rozczaruję jednak tych, którzy myślą, że walczę o jakąś wielką sprawę. Chociaż, kto wie… może dla kogoś zakupy to rzeczywiście coś.

W najnowszym numerze miesięcznika “In Style” po lewej stronie okładki informacja “Superdodatek! Przewodnik po najbardziej stylowych markach & miejscach w całej Polsce”. Fajnie. Kupiłam, otwieram, no i co widzę… Gliwice to nie Polska. Co więcej, Górny Śląsk to też nie Polska. Polska to według redaktorów wyłącznie: Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław i Poznań. Reszty nie ma. Poza tym spora rzesza miejsc opatrzona hasłem “Top Secret” to żaden sekret, tylko dane popularnych centr handlowych. Sklep Burberry, MaxMary, Montblanc czy Trussardi znaleźć może każdy, po prostu wpisując jego nazwę w google. Za 4.90 lepiej sobie kupić jakąś przyzwoitą latte i pooglądać portal style.com.

instyle

Na okładce

Oczywiście jestem świadoma istnienia przysłowia “Don’t judge a book by its cover”, ale według mnie odnosi się ono głównie do literatury, a nie prasy popularnej, której okładki mają nas wabić do wydania kilku - kilkunastu złotych na jej zawartość. Dodając do tego fakt, że ostatnio oglądam prawie wyłącznie okładki, bo na nic więcej nie znajduję czasu chętnie podzielę się swoimi spostrzeżeniami w tej materii.

1) “VOGUE” edycja amerykańska

Pamiętacie jeszcze musical “Chicago”? Dostał zdaje się parę Oscarów i podobno był niezłym filmem. Trudno mi oceniać, bo nie widziałam. Moje podejście do musicali jest podobne jak do opery: nie słucham i nie oglądam. Oczywiście próby były. Do dziś wspominam kulturalne wyjście do Opery Śląskiej w Bytomiu kilka lat temu, które skończyło się po pierwszym akcie wizytą w popularnym fast-foodzie. Wtedy zrozumiałam, co miał na myśli Woody Allen w swoim mocno eksploatowanym cytacie z “Tajemnicy Morderstwa na Manhattanie”, o tym, że jak słyszy Wagnera to ma ochotę najechać na Polskę. A wracając do meritum… Reżyser “Chicago” - Rob Marshall nakręcił nowy film z gatunku - uwaga! - musical. Nazwał go po prostu “Nine”. Tym razem w rolach głównych bohaterki listopadowej okładki “Vogue”. Cóż, już na pierwszy rzut oka widać, że zarobi miliony.

vogue11

Fot. Annie Lebovitz

Wiem, że za 60% efektu tej okładki odpowiada photoshop, ale i tak powstało małe, fotograficzne dzieło sztuki. A w środku jest jeszcze lepiej. Coraz więcej się pisze, że amerykańska edycja “Vogue” jest sztywna, nudna i nie radzi sobie w kryzysie. Zamiast osobistego komentarza od razu przychodzi mi na myśl fragment książki Douglasa Couplanda “Poddani Microsoftu”, w której jeden z bohaterów oceniał poczynania koncernu Apple kontra Microsoft. Przy tym ostatnim napisał tak: “Mało dobrych pomysłów, dużo solidnej roboty”. I to jest chyba sedno sprawy.

2) “TAKE ME”

W niedzielę odwiedzałam EMPiK i od razu wpadła mi w oko okładka czegoś, co nazywa się “Take Me”. Nie zastanawiając się długo odpowiedziałam na tytuł i “I took it home”. Po przekartkowaniu okazało się, że to debiutancki numer polskiej inicjatywy artystycznego “open source”. W skrócie - wszystko co znajduje się wewnątrz magazynu możecie skopiować ze strony internetowej projektu i wykorzystać na dowolnym nośniku zupełnie za darmo, zamieszczając jedynie imię i nazwisko twórcy. Pomysł ciekawy i nowatorski, tylko po co wydawać 14 złotych na drukowaną wersję? Nie wiem i na pewno po raz drugi nie wyciągnę pieniędzy z portfela, bo to frajerstwo. Ale okładka fajna.

takeme

Zgodnie z zasadami zamieszczam dane fotografa. Fot. Igor Drozdowski

3. “ELLE” - edycja polska

Ostatnio chwaliłam pomysł jubileuszowej okładki miesięcznika “Pani” z Krystyną Jandą. Dla równowagi teraz kilka słów krytyki pod adresem innego miesięcznika z półki luksusowych. Na 15-lecie swojego istnienia “Elle” postanowiło zatrudnić Basię Milewicz- modelkę, którą wykorzystało do okładkowej sesji przy okazji premierowego numeru. I nic w tym złego, bo nadal pięknie wygląda i bosko wychodzi na zdjęciach. Nie rozumiem tylko, dlaczego zdecydowano się ją nieładnie wkleić na złote tło? Wygląda strasznie nienaturalnie. Wiem, że złoto to taki kolor, który od razu krzyczy “patrzcie, to nasz numer specjalny”! Ale po “Elle” spodziewałabym się czegoś mniej sztampowego i lepiej wykonanego. Może czas iść na lekcję fajnej okładki do “Vivy’? W zeszłym miesiącu 30-te urodziny obchodził niemiecki “Vogue” i oni też w jednej wersji postawili na złoto, ale jakoś to lepiej wyglądało.

elle

Okładki jubileuszowego niemieckiego “Vogue”

vogue-301

Na okładce

Rzadko podobają mi się okładki polskich miesięczników z kategorii: moda, plotki i psychologiczna kuchnia z pustą lodówką. Za mało inwencji, a za dużo komputerowej ingerencji. Albo zagraniczne zapożyczenia z siostrzanych edycji lub banku zdjęć. Od czasu do czasu pojawia się jednak coś godnego odnotowania. Tym razem “Pani” z czarno-białym zdjęciem Krystyny Jandy. Ciekawy pomysł i zachowana tożsamość głównej bohaterki. Bez fajerwerków, skromnie i z klasą. Fotografował Francesco Carrozzini. Jego zdjęcia często znajdują się na okładkach “L’Uomo Vogue”, ale nie tylko. Nie będę pisać czyim jest synem, ile zarabia, co jada i jak wygląda, bo to łatwo znaleźć w google. Poza tym to chyba niezbyt istotne z punktu widzenia oceny jego pracy.

krystynaj

WordPress Themes | updated by GTK.PL