Kłamstwo z okładki

Nareszcie odezwał się we mnie patriotyzm lokalny. Rozczaruję jednak tych, którzy myślą, że walczę o jakąś wielką sprawę. Chociaż, kto wie… może dla kogoś zakupy to rzeczywiście coś.

W najnowszym numerze miesięcznika “In Style” po lewej stronie okładki informacja “Superdodatek! Przewodnik po najbardziej stylowych markach & miejscach w całej Polsce”. Fajnie. Kupiłam, otwieram, no i co widzę… Gliwice to nie Polska. Co więcej, Górny Śląsk to też nie Polska. Polska to według redaktorów wyłącznie: Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław i Poznań. Reszty nie ma. Poza tym spora rzesza miejsc opatrzona hasłem “Top Secret” to żaden sekret, tylko dane popularnych centr handlowych. Sklep Burberry, MaxMary, Montblanc czy Trussardi znaleźć może każdy, po prostu wpisując jego nazwę w google. Za 4.90 lepiej sobie kupić jakąś przyzwoitą latte i pooglądać portal style.com.

instyle

5 komentarzy

  • By aneta, 23 Październik 2009 @ 2:52 PM

    Warto dodać, że w Anglii miesiąc temu takie samo zdjęcie Jennifer Connely było na okładce. To chyba jakiś klon.

  • By Parafka, 24 Październik 2009 @ 7:02 PM

    Najbardziej mnie śmieszą dodatki, które są wg autorów “unikalne” i “niepowtarzalne”, natomiast -umówmy się - są kompilacją lukratywnych reklam, z których utrzymuje się czasopismo. I gdzie tu sens?

  • By eMjotKa, 25 Październik 2009 @ 12:06 AM

    No właśnie. Jest dokładnie tak jak piszesz. Nawet w wyrafinowanych insertach rodem z włoskiej edycji “Vogue” pojawiają się ubrania i dodatki tylko tych marek, które wykupią stronę czy dwie na prężenie komercyjnych muskułów. Ma to swoje oczywiste finansowe plusy, ale też i minusy, o których przyszło się przekonać wielkim tytułom w czasach kryzysu. Po co wydawać kilka funtów, dolarów, euro czy wreszcie złotych na kolorowe katalogi zdjęć reklamowych, które za darmo można obejrzeć w internecie…

  • By Parafka, 25 Październik 2009 @ 12:58 PM

    Oczywiście, w dalszym ciągu zostają jeszcze pasjonaci, natomiast jeśli wielkie tytuły (właśnie, załóżmy, vouge italia) liczą na to, że 100% ich odbiorców, to “pomyleni popaprańcy” (pozytywnie!) pod względem ich treści, to niestety z pewnością już rzeczywistość udowodniła co innego.
    Z drugiej strony, skoro molochy reklamowe mają mieć mniej odbiorców reklamy w gazetowej formie pisma, spokojnie… mogą je przenieść (i przenoszą) do Internetu.
    W kilku naprawdę fajnych czasopismach, które można obejrzeć w necie są reklamy albo w tej flashowej wersji, którą się przegląda, albo - bezpośrednio na stronie w formie bannerów.
    Także, moja droga… o reklamodawców się nie martw, zawsze sobie jakoś poradzą.
    Gorzej z wydawcami. ;)

  • By eMjotKa, 25 Październik 2009 @ 11:45 PM

    Prawdziwy press-stress:-) Nawet “New York Times” ma problemy. No i mój ulubiony plotko-portal gawker.com oficjalnie założył już dział “print is dead”…

Other Links to this Post

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI

Dodaj komentarz

WordPress Themes | updated by GTK.PL