05/06 2009 Kuba Wojewódzki w wywiadzie dla “Exklusiv”

Adam Radecki: Co spowodowało, że korzystasz z kilku alternatywnych życiorysów?
Kuba Wojewódzki: Pewien banał, który nas otacza. Odnoszę wrażenie, że żyjemy w świecie, który się degeneruje i wędruje na skróty. Świat dziennikarski nie żyje w jakiejś enklawie, która by nie podlegała tym tendencjom. (…) Lubię się zmęczyć intelektualnie spocić, lubię, jak mnie mózg boli, jak ktoś wydobędzie ode mnie coś, co mam głęboko zakopane, albo czego sam jeszcze nie zdefiniowałem. A jednocześnie strasznie ciężko jest mi się wpisać - z natury rzeczy, a nie z samej profesji - w taki trend, że należy być alfonsem swojej kariery i życiorysu. Nie potrafię być komiwojażerem, który sprzedaje swoją prywatność, wypruwa z siebie bebechy. Mnie inspirują rozmowy zawodowe, inspirują mnie rozmowy o Polsce, jeżeli mają mrożkowską czy gombrowiczowską estetykę, czyli uwikłane są w absurd, a nie w Sienkiewicza i Ilonę Łepkowską.
AR: Pytałem cię jednak o kilka wariantów autobiografi.
KW: Jestem zmuszony do konstruowania ich na drodze nielicznych kompromisów, bo zawsze, definiując swój punkt wejścia do życia i zawodu, określałem siebie jako człowieka, który jest wolny i nic nie musi. Obronić suwerena w sobie to cudowna sprawa. Nie mam nic przeciwko pojemności umysłu przeciętnej czytelniczki “Gali”, nie zamierzam być jednak zalążkiem tego świata ani dostarczycielem jej zlewkowych wzruszeń. W pewnym momencie udzieliłem tych wszystkich wywiadów kolorowym pismom - trochę z ciekawości, trochę na zasadzie rozpoznania innego wymiaru potrzeb. I dziękuję, starczy. Tam już byłem, nie jeżdżę do miejscowości, które mnie nie inspirują.
No właśnie, może nie jeździ, ale z pewnością robi przystanki.

Ukazał się dziś w internetowej odsłonie miesięcznika “Vanity Fair”. Polecam zwolennikom, jak i przeciwnikom jej talentu. Całkiem zabawny tekst.
Dostępny tutaj

© Annabel Mehran
Gdyby jeszcze ktoś miał wątpliwości… Nawet jeśli nie interesujecie się polityką i wydaje Wam się, że nic specjalnego się nie dzieje, ani na plus, ani na minus, wybory i tak się odbędą i będzie trzeba na kogoś zagłosować. Bo nie głosować nie wypada. Oto dziś, w najnowszym numerze “ekskluzywnego tygodnika o gwiazdach” - “Gala” - na okładce Maria i Lech Kaczyńscy w świątecznym otoczeniu choinki i sylwestrowych przygotowań. Tacy swojscy, nucący hity Czerwonych Gitar, rozprawiający o kocie Rudolfie i pląsający to w prawo, to w lewo. W sumie nic dziwnego, bo przecież nie tylko w naszym kraju politycy lansują się w magazynach typu “people”. Ciekawe jest to, że w poprzednim numerze - świątecznym - na okładce znlazł się Donald Tusk z rodziną. Przypadek? Hmm… Raczej sprawna promocja swojego wizerunku w typie ” polityk po godzinach” lub ” polityk też człowiek”. Kto z tego pojedynku wyszedł zwycięsko? Nie wiem. Nie czytałam wersji z Premierem.


Pamiętacie jeszcze fragment tekstu MGMT - “Let’s make some music, make some money, find some models for wives” ? Nagle stał się bardzo aktualny. W najnowszym numerze amerykańskiego “Vogue” ósemka muzycznych osobowości, w kolekcjach topowych projektantów na sezon wiosna/lato 2010, w doborowym towarzystwie supermodelki - Sashy Pivovarovej. Trzeba przyznać, że bardzo ładnie wyglądają.
MGMT
Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

CHESTER FRENCH
Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

GOLDEN SILVERS
Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

MIKA
Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

VAMPIRE WEEKEND
Fot. Steven Meisel

BEIRUT
Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

THE HORRORS
Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

ADAM GREEN
Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com
Tagi: Adam Green, Beirut, Chester French, fotografia mody, Golden Silvers, MGMT, Mika, Sasha Pivovarova, The Horrors, Vampire Weekend, Vogue
Muzyka, Prasa | eMjotKa |
30 Grudzień 2009 8:26 PM |
Komentarze (0)