Category: Muzyka

Odliczanie

Nie jestem pewna, czy na dobre zakończono podsumowywanie list najlepszych płyt minionego roku, a już pojawiły się rankingi, w których można wybrać ulubioną nową gwiazdę 2010. Przoduje w nich stacja MTV, która - jak wiadomo - bardzo lubi różnego rodzaju klasyfikacje. Nie inaczej jest i tym razem. Do wyboru: Marina and The Diamonds, Tinie Tempah, Drake, Delphic, Ke$ha, The Drums, Justin Bieber, Owl City, Rox i Ellie Goulding.

Nie wiedziałam kto to jest Justin Bieber. I wiecie co… lepiej było pozostać w tej niewiedzy.

Nowa muzyka jest modna

Pamiętacie jeszcze fragment tekstu MGMT - “Let’s make some music, make some money, find some models for wives” ? Nagle stał się bardzo aktualny. W najnowszym numerze amerykańskiego “Vogue” ósemka muzycznych osobowości, w kolekcjach topowych projektantów na sezon wiosna/lato 2010, w doborowym towarzystwie supermodelki - Sashy Pivovarovej. Trzeba przyznać, że bardzo ładnie wyglądają.

MGMTMGMT

Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

Chester French

CHESTER FRENCH

Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

Golden Silvers

GOLDEN SILVERS

Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

Mika

MIKA

Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

Vampire Weekend

VAMPIRE WEEKEND

Fot. Steven Meisel

Beirut

BEIRUT

Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

The Horrors

THE HORRORS

Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

Adam Green

ADAM GREEN

Fot. Steven Meisel; źródło: Vogue.com

Kiedy kończy się bycie “cool”

Agnieszka Chylińska przez lata uważana była za bardzo dobrą wokalistkę. Prawie przez wszystkich. Nawet jeśli oceniano jej image i urodę jako nienachalną, to doskonały głos i talent do pisania interesujących tekstów nie podlegał dyskusji.

Dalej było nawet jeszcze lepiej. Miliony Polaków za pośrednictwem telewizji TVN i magazynów dla pań śledziły transformację Agnieszki z dziewczyny niespecjalnie dbającej o swój wygląd, w kobietę, która spokojnie mogłaby zareklamować jakąś ekskluzywną linię kosmetyków do każdej części ciała. Dlatego też, kiedy pojawiła się zapowiedź współpracy z team’em producenckim Plan B i wydania nowej płyty wielu się zastanawiało co z tego wyjdzie. Dzisiaj już wiemy, wyszło “Modern Rocking”.

Kilka dni temu przeczytałam, że magazyn “Aktivist” przyznając swoje nagrody “Nocne Marki 2009″ wyróżnił Agnieszkę tytułem “Wtopa Roku” z informacją, że “jak zauważyło wielu, jej ostatni album nie jest ani modern ,ani rocking”. Nie zidentyfikowałam tych “wielu”, bo te recenzje, które ja czytałam nie były złe, ale kupiłam swój egzemplarz, żeby sprawdzić, czy to rzeczywiście taka nędza. I napiszę krótko: wcale nie. Może nie są to moje klimaty, ani repertuar, na który chętnie wydaje zarobione pieniądze, ale atuty Agnieszki w postaci głosu i tekściarskiego zacięcia (może z paroma wyjątkami) nie zniknęły. Ciężkie, rockowe grzmoty zamieniły się w klubowe, nawet dyskotekowe dźwięki, ale moim zdaniem bez kompromitacji.  Z pewnością ortodoksyjni fani po wysłuchaniu pierwszego singla z tego wydawnictwa mogli dostać alergii i swędzącej wysypki, ale znalazło się również całkiem sporo nowych zwolenników. W końcu podbił fale eteru na częstotliwościach RMFfm.

Przyznawanie nagród ma to do siebie, że odpowiedzialność za wskazanie zwycięzców biorą przyznający. Znalazłabym co najmniej tuzin innych postaci do tytułu “wtopa roku”, którzy bezdyskusyjnie zasłużyli na taki laur, ale werdyktu zmienić nie sposób.

Pozostali nagrodzeni tutaj. Perełki alternatywy polskiej działalności koncertowej. Pop do nich po prostu nie pasuje. Zza kulis krzyczą do  Chylińskiej: ” Sorry Agnieszka, nie jesteś już cool, raczej out”.

Micah Paul Hinson i jego gitara

Jeśli tak jak ja, wybieraliście się na wczorajszy występ grupy Grizzly Bear w katowickim klubie Hipnoza, to pewnie informacja o odwołaniu koncertu nie była dla was dobrą wiadomością. Poza Yo La Tengo to miał być zdecydowanie najmocniejszy punkt festiwalu Ars Cameralis. Przynajmniej do niedzieli, do godziny 19.45, bo właśnie mniej więcej w tym czasie na scenie pojawił się sympatyczny chłopiec z gitarą, niejaki Micah P. Hinson, który - po pierwsze - na pewno nie był misiem Grizzly (za co zdecydowanie przeprosił), a po drugie nigdy nie miał do czynienia z teorią public relations, bo nie tylko nie powiedział nic dobrego o swojej twórczości, ale mówił  o niej wręcz źle, dziwiąc się organizatorom, że podjęli trud zaproszenia go do fuckin’ Poland.

W konsekwencji nie miało to jednak większego znaczenia, bo prawie dwugodzinny występ Hinsona był jak dobre, wytrawne wino, do którego picia nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać. Zagrał utwory ze wszystkich swoich płyt, nawet  tych jeszcze niewydanych, przerywając krótkimi, biograficznymi opowieściami, innymi dziwnymi historiami lub po prostu zapalaniem papierosa. Zdarzały się również małe wpadki, jak zapomnienie tekstu - memory problem - i pomyłki w akordach. Nie przeszkadzały jednak w odbiorze, a nawet dodawały Micah swoistego uroku…  Nie będę wymieniać tytułów poszczególnych utworów, bo jedyny album Hinsona, który mam w swoim posiadaniu, to ostatnie wydawnictwo, na którym śpiewa covery. Mogę jednak napisać, czego nie wykonał. Nie zagrał klasyka Beatlesów “While My Guitar Gently Weeps”, który moim zdaniem wśród coverów szczególnie się wyróżnia. Był za to Bob Dylan i Leonard Cohen.

Jakiś czas temu jeden z recenzentów New Musical Express napisał o Hinsonie “Cosmic Country Noir” i pewnie coś w tym jest. Ja napiszę, że bardzo żałuję, iż jego twórczość poznałam tak późno.

Micah P. Hinson

WordPress Themes | updated by GTK.PL