Dla mody, dla pieniędzy, dla przetrwania

vogue0909

Czy ktoś jeszcze czyta “Vogue”? Z pewnością tak. Raczej żadnej z edycji: amerykańskiej, włoskiej czy brytyjskiej nie można już nazwać “wyrocznią” czy “must-read” dla wszytskich określających siebie mianem “trendy”, ale nadal znika z półek. Przynajmniej w śląskich EMPiKach. Najbardziej soczyste wydanie, pełne nowych pomysłów, sesji zdjęciowych, wydanych na kampanie reklamowe dolarów, funtów, euro zwykle ukazywało się we wrześniu. Na ogół posiadało obfite kształty i określoną wagę, którą w standardach prasowych z pewnością opisanoby w kategorii “puszystych” lub wręcz do odchudzenia.

Vogue0907

Pamiętam słynną okładkę z 2007 roku z Sarah Jessica Parker, a pod nią ponad 800 stron lepszego świata z metakmi, kolorami, wygładzoną rzeczywistością i aurą de lux na wyciągniecie ręki. Strona po stronie, reklama po reklamie, zdcięcie po zdjęciu, stylizacja po stylizacji zapominało się o czymś takim jak ekonomiczny rozsądek i odpowiedzi na podstawowe pytania: “po co mi to”. Nikt nie używał czasownika “oszczędzać”, a zwrot “best beauty buy” odnosił się do kremu, którego super skomplikoway skład wyceniono na co najmniej 400 dolarów. Co z tego zostało po krachu 2008/2009? Całkiem sporo. Duma, ceny, milionowe kontrakty, przerysowane potrzeby i szpilki Manolo Blahnika, jako najbardziej pożądane buty świata. “Statement bags”, celebryci, redaktorzy naczelni, i Kate Moss. Nowością, jaka pojawiła się dość niespodziewanie - jako bezpłatny dodatek do każdej edycji - okazał się stres. Tym razem w nowej definicji, nie jako dylemat w stylu: “który kolor marynarki Chanel wybrać do sesji w pierwszej kolejnosci”, ale jako postępujący odpływ przychodów spowodowanych ucieczką reklamodawców. Skutkiem tego w pierwszej kolejności okazało się radykalne odchudzenie, nie tylko kadrowe, ale i stronnicowe. Po raz pierwszy od dłuższego czasu na łamach tego pisma zaczęto używać słowa “kryzys” i namawiać do oszczędności! Oczywiście na swój, “vogue’owy”, wyrafinowany sposób… (kup jedną, porządną, białą bluzkę Chanel za 1000 euro zamiast 10 tańszych, gorszej jakości). Nawet Anna Wintour poświęciła swój wstępniak tematowi finansowej zapaści. Finałem kryzysowej akcji jest “Noc Zakupów”, która odbędzie się 10 września w największych miastach świata, tam gdzie swoje siedziby mają również redakcje modowego klasyka. Paryż, Berlin, Londyn, Nowy Jork, Ateny, itd. Specjalne eventy, szampan, styliści, przemiany, pokazy, a przede wszystkim “shopping”. W przygotowanej specjalnie do tego celu witrynie mówi się wprost “Jeśli nie przyjdziecie na zakupy, wielu ludzi straci pracę”. Może to i słuszna uwaga, choć w przypadku osób, które już nie mają z czego żyć albo ich przychody stały się mocno ograniczone nowa para butów, nawet z przeceny, to już luksus rodem z “Vogue”, przeznaczony tylko do oglądania. Nie zdziwi mnie, gdy spora część weźmie sobie do serca porady z zimowej komedii “Wyznania Zakupoholiczki”: “wcale tego nie potrzebuję i mój portfel pozostaje zamknięty”. Zauważyłam jeszcze coś. Pomimo tego, że akcja ma na celu nie tyle promocję mody jako zjawiska co sprzedaż i podreperowanie budżetów odzieżowo-kosmetycznych imperiów “Vogue’ do końca trzyma klasę umieszczając na plakatach komunikat “global celebration of fashion”. Ale wiadomo, to tylko opakowanie cukierka. Ich konsumpcja to zwykle “pięc minut w usatch, a w biodrach na całe życie”. Po wszystkim zostaje tylko góra pustych papierków i wyrzuty sumienia.

Noc Zakupów

Brak komentarzy

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI

Dodaj komentarz

WordPress Themes | updated by GTK.PL