W objęciach nudy

Czytacie recenzje filmowe zanim zobaczycie sam film? Pewnie tak. A nawet jeśli nie, to gwiazdki same wpadają do oczu, kiedy przegląda się piątkowe wydania najpopularniejszych dzienników. “Przerwane objęcia” prawie wszędzie dostają ich aż pięć albo chociaż cztery. Dlatego, kiedy tylko nadarzyła się okazja pobiegłam do kina zobaczyć, co też ten Almodovar zmajstrował, że znowu błyszczy. No i obejrzałam chyba inny film niż krytycy, bo mnie się nie podobał wcale. Fabuła podszyta ckliwym melodramatem, którego akcję będziecie w stanie przewidzieć po 20-minutach. Dłużyzny i mielizny. Nie umiałam współczuć Lenie, ani Mateo. W ogóle oglądałam “Przerwane objęcia” bez emocji. Po seansie kompletnie nic nie czułam, no może poza tym, że Pedro powinien nakręcić “Dziewczyny i walizki”, komedię, nad którą pracowali bohaterowie filmu. Dobrze, że siedziałam w kinie w doborowym towarzystwie, przy którym trochę głupio byłoby zasnąć albo na przykład ziewać. W innych okolicznościach mogłoby mi się to przytrafić. Męska część widowni na pewno będzie zachwycona Penelope. Wygląda doskonale nawet bez makijażu i z odrapaną twarzą. Kobietom polecam zabranie czegoś do chrupania. Na deser recenzja “Przerwanych objęć”, która ukazała się w “Dzienniku”. Na szczególną uwagę zasługuje ostatni akapit. Oglądam i czytam, ale nie wiem, co autor miał na myśli.

“Krwawa” Serena Williams

Jeszcze niedawno było głośno o ostrej wymianie zdań i pogróżkach rzucanych w stronę sędziny liniowej podczas US Open. Teraz znowu, ale już niekoniecznie ze względu na sport. Amerykańska gwiazda tenisa użyczyła swojej twarzy marce Tampax i możemy ją oglądać w spotach reklamowych tamponowego giganta. Ponoć inne celebrytki niechętnie pchają się do tematów menstruacji, bo to taki hmm… mało sympatyczny i słodki temat. Ale Serena lubi wyzwania i wychodzi z tego meczu zwycięsko.

Na okładce

Rzadko podobają mi się okładki polskich miesięczników z kategorii: moda, plotki i psychologiczna kuchnia z pustą lodówką. Za mało inwencji, a za dużo komputerowej ingerencji. Albo zagraniczne zapożyczenia z siostrzanych edycji lub banku zdjęć. Od czasu do czasu pojawia się jednak coś godnego odnotowania. Tym razem “Pani” z czarno-białym zdjęciem Krystyny Jandy. Ciekawy pomysł i zachowana tożsamość głównej bohaterki. Bez fajerwerków, skromnie i z klasą. Fotografował Francesco Carrozzini. Jego zdjęcia często znajdują się na okładkach “L’Uomo Vogue”, ale nie tylko. Nie będę pisać czyim jest synem, ile zarabia, co jada i jak wygląda, bo to łatwo znaleźć w google. Poza tym to chyba niezbyt istotne z punktu widzenia oceny jego pracy.

krystynaj

WordPress Themes | updated by GTK.PL