W objęciach nudy
Czytacie recenzje filmowe zanim zobaczycie sam film? Pewnie tak. A nawet jeśli nie, to gwiazdki same wpadają do oczu, kiedy przegląda się piątkowe wydania najpopularniejszych dzienników. “Przerwane objęcia” prawie wszędzie dostają ich aż pięć albo chociaż cztery. Dlatego, kiedy tylko nadarzyła się okazja pobiegłam do kina zobaczyć, co też ten Almodovar zmajstrował, że znowu błyszczy. No i obejrzałam chyba inny film niż krytycy, bo mnie się nie podobał wcale. Fabuła podszyta ckliwym melodramatem, którego akcję będziecie w stanie przewidzieć po 20-minutach. Dłużyzny i mielizny. Nie umiałam współczuć Lenie, ani Mateo. W ogóle oglądałam “Przerwane objęcia” bez emocji. Po seansie kompletnie nic nie czułam, no może poza tym, że Pedro powinien nakręcić “Dziewczyny i walizki”, komedię, nad którą pracowali bohaterowie filmu. Dobrze, że siedziałam w kinie w doborowym towarzystwie, przy którym trochę głupio byłoby zasnąć albo na przykład ziewać. W innych okolicznościach mogłoby mi się to przytrafić. Męska część widowni na pewno będzie zachwycona Penelope. Wygląda doskonale nawet bez makijażu i z odrapaną twarzą. Kobietom polecam zabranie czegoś do chrupania. Na deser recenzja “Przerwanych objęć”, która ukazała się w “Dzienniku”. Na szczególną uwagę zasługuje ostatni akapit. Oglądam i czytam, ale nie wiem, co autor miał na myśli.


