Ponieważ dziś czeka mnie bardzo długa podróż, a zwykle właśnie przed takimi cierpię na bezsenność przez noc udało mi się przeczytać sporą ilość zaległej prasy. Wiem, że w dzisiejszych czasach do zakupu papierowych odsłon popularnych tygodników, miesięczników czy kwartalników lepiej się nie przyznawać. Takie to nieekologiczne barbarzyństwo… Pewnie przez lata solidnie przyczyniłam się do niejednej wycinki lasu. A mam na myśli tylko polskie tytuły, bo gdyby dodać zagraniczne, na które od czasu do czasu lekką ręką wydaję xdziesiąt złotych miesięcznie, to naprawdę wstyd. Ale wracając do meritum i prawdziwego celu czytania prasy - czyli do zawartości… Ostatecznie lepiej napisać po co się kupuje gazety. Nie jest to takie oczywiste. Na przykład jeden z darmowych tygodników w moim mieście po przeprowadzeniu badań metodą obserwacji uczestniczącej połączonej z wywiadem dowiedział się, że jego treść większość ma w nosie. Bo w te zadrukowane kartki zawija kanapki, używa do rozpałki lub ewentualnie innych celów, o których nie będę wspominać. Ale do rzeczy. Otóż, po przeglądnięciu działów ekonomiczno - politycznych powiem krótko: nie jest dobrze. Recesja, kryzys, polityczne przepychanki głupich i glupszych, doprawione solidną dawką straszenia. Plajtują wszyscy. Od małych po dużych. Upadają nawet Ci, którzy jeszcze całkiem niedawno byli wskazywani jako przykłady do naśladowania, biznesmeni roku, dekady, a nawet stulecia. I co? Pstro. Jak widać to, że się prężyło muskuły we wrześniu, nie oznacza, że w maju nie sflaczejemy… Zostawmy jednak ten temat. Jakiś taki smutny i poważny. A przecież nie tylko o takich się pisze… Bo mówi sie już wylącznie o nich. Read more »
O tej płycie napisano już wiele słów. Dlatego nie mam najmniejszego zamieru się powtarzać, chwalić, wpisywać gwiazdki, silić się na oryginalną recenzję itepe. Album jest naprawdę fajny. Melodyjny, świeży, pełny piosenek. Po prostu. Szybko i krótko. “On” i ja działamy na siebie jak miłość od pierwszego wejrzenia. Choć chyba powinnam napisać - przesłuchania. Podczas odtwarzania i w ogóle obcowania z twórczością Camera Obscura naturalne jest szukanie korelacji, inspiracji oraz innych powiązań z grupą Belle & Sebastian. Mnie przyszło jednak do głowy zupełnie coś innego. W konsekwencji wywołało wyprawę w krainę przeszłości, która wymagała nie tylko odkurzenia pamięci, ale równiez mocno zapomnianych muzycznych zasobów. Otóż dawno, dawno temu, kiedy jeszcze pomieszkiwałam w Hiszpanii otrzymałam od tamtejszych znajomych pewną płytę. Był to taki prezent - pamiątka na pożegnanie z krajem flamenco i corridy, który miał mi uświadomić, że Hiszpanie to nie tylko wino, Barcelona, Real Madryt, Gaudi, paella, Perez-Reverte czy Pedro Almodovar, ale również miejsce gdzie nagrywa się przyzwoitą muzykę. Na światowym poziomie. Prawie tak dobrą, jak amerykańska i angielska :-). Otrzymany kompakt pooglądałam z każdej strony, grzecznie podziękowałam i odłożyłam na półkę, gdzie przeleżał z dobre dwa lata. Dopiero kiedy podłączyłam się do imperialistycznego świata “Babel przez kabel” przypadkiem trafiłam na videoclip zespołu pod optymistyczną nazwą La Buena Vida. W pierwszej chwili byłam przekonana, że to jakaś nowa lub co najmniej nieznana kompozycja Belle & Sebastian właśnie. Ostatecznie wątpliwości zostały rozwiane, kiedy usłyszałam język hiszpański. I tak, otworzyłam szafę, wyciągnęłam pudełko z podarowaną płytą i za chwilę cieszyłam się dźwiękami tej chyba jednak mało popularnej grupy. No przynajmniej na naszym podwórku. Na pewno nie można ich posądzić o zbyt skomplikowane linie melodyczne, bardzo alternatywne brzmienie czy super ambitne teksty. Ale przyjemnie się tego słucha. Nie tylko wiosną i nie tylko w samochodzie. Próbka ich twórczości poniżej. Hiszpański temperament dla początkujących.
Nie wiem jaka będzie pogoda. Nie wiem, jakie liczby trzeba skreślić w lotto, aby stać się chociaż pół-milionerem. Nie wiem nawet co się będzie działo za godzinę, ale jedno mogę obstawić w ciemno. Kiedy jutro rano zaloguję się na swoją skrzynkę pocztową na pewno otrzymam co najmniej 10 newsletterów portali i wydawnictw różnych, przeważnie takich do których dobrowolnie się nie zapisałam lub tego faktu nie pamiętam. Pomijam spam, super wyprzedaże farmaceutyków, erotyczno-seksualne spiski czy polityczne agitacje. Chodzi o tak zwane publikacje branżowe. A ponieważ pracuję w bardzo szeroko pojętym sprzedażo-marketingu takie głównie mi się wyświetlają. Pewnie szefostwo po cichu i za moimi plecami zaprenumerowało owe newsy, aby w misji firmy dopisać linijkę o “nieustannym rozwoju kadry pracowniczej”. Trudno. Tak po prostu musi być. Jendym z czasopochłaniaczy, na które zawsze można liczyć są “Wirtualne Media”. Portal pełny gotowych informacji prasowych przesylanych przez PR’owców poszczególnych medialnych brandów. Zwykle przelatuję wzrokiem wyłącznie przez wytłuszczone nagłówki, które w jasny sposób przekazują, kto najlepszy, kto przegrany, a kogo pominięto. Dzisiaj pomiędzy najwyższą słuchalnością RMF fm a dużym spadkiem wpływów reklamowych “Dziennika” i “Gazety Wyborczej” zainteresował mnie tytuł: “Detektywi w ambientowej kampanii “CSI: Kryminalnych Zagadek Las Vegas”. Ponieważ przez pierwsze dwa sezony byłam fanem serii kliknęłam w “więcej”. Read more »
Powinnam teraz sączyć koncertowe dźwięki grupy Pustki. Ale za sprawą wczorajszych hulanek plenerowych kilka godzin temu dostałam kataru, potem przyszła gorączka, dreszcze i bóg wie co jeszcze. W tym miejscu przepraszam “liczną” ekipę, jaka chciała te Pustki ze mną nie tylko zobaczyć, ale nawet wypełnić… Przez te wszystkie niesprzyjające okoliczności zewnętrzne gapię się teraz w monitor komputera, bo nawet w telewizji nic nie pokazują. Tak, wiem że trwa jarmarczne widowisko pod kryptonimem “Eurowizja”, gdzie największa tandeta Europy pręży muskuły bardziej niż struny głosowe przed wątpliwej jakości publicznością. Polacy jednak nie występują, więc nie ma co czekać na rozwój wydarzeń… Jak widać i słychać leją nas nie tylko w piłce, ale również w muzyce. W ogóle ten festiwal to jakaś większa afera. Po co go w ogóle organizować? Wystarczy spojrzeć na listy przebojów i sprawdzić z jakiego kraju artyści pojawiają się w większości Państw Unii Europejskiej. Nie prowadziłam badań, analiz, statystyk i tym podobnych, ale w ciemno strzelam, że w pierwszej trójce znaleźliby się Brytole, Niemcy i Francuzi. No może jeszcze Szwedzi. I tyle.
Jednak nie tą myślą chciałam się z Wami podzielić. Mam do napisania coś spoza glównych kategorii kultury. Pewien niuans z osobistych doświadczeń, życia prywatnego i tak dalej. Wolę uprzedzić na początku, by nie skazać Was na marnowanie wzroku na kolejne linijki czytania bez sensu. Choć z drugiej strony może się okazać, że wy też tak macie. A wtedy… Kto wie, może zostaniemy kumplami? Read more »